Korupcyjne furtki w ordynacji prezydenckiej

Ewa Milewicz
2005-08-05, ostatnia aktualizacja 2005-08-04 20:07

Komitet wyborczy kandydata na prezydenta może przyjmować wpłaty nawet po wyborach. Aż przez trzy miesiące. Firmy mogą więc wpłacać pieniądze na kampanię już wybranemu prezydentowi Ordynacja prezydencka jest dziurawa jak ser szwajcarski – mówi prof. Marek Chmaj, specjalista od prawa wyborczego.

W kolejnych wyborach prezydenckich przepisy aż zapraszają nieuczciwych polityków i biznesmenów do korupcji. „Psu na budę przydadzą się wszystkie komisje śledcze tropiące korupcję, jeśli system finansowania polskiej polityki nadal pozostanie bez zmian” – pisała w czerwcu w „Gazecie” Dominika Wielowieyska, krytykując Sejm za uporczywe niezmienianie ordynacji prezydenckiej.

Najbardziej znana furtka to możliwość sprzedawnia przez komitety cegiełek. Daje to nieograniczone możliwości ukrywania prawdziwych źródeł finansowania kampanii. Tych dziur, znanych z poprzednich wyborów prezydenckich, Sejm nie zdołał zalepić, choć takie zmiany doradzała PKW.

Jedną z takich dziur jest np. to, że każdy komitet w ciągu trzech miesięcy po wyborach musi złożyć sprawozdanie finansowe do PKW. Do dnia złożenia tego sprawozdania komitet może przyjmować i wydawać pieniądze. Nawet po wyborach. Inaczej jest w wyborach parlamentarnych, w których obowiązuje bardziej szczegółowa ordynacja. Tam komitet wyborczy nie może pozyskiwać pieniędzy po dniu wyborów.

PKW wydała w czerwcu wyjaśnienia dla komitetów prezydenckich, w których wyraźnie mówi: „Nie jest zabronione pozyskiwanie środków po dniu wyborów. W związku z tym dopuszczalne jest przyjmowanie darowizn na spłatę nieuregulowanych zobowiązań komitetu, na zaspokojenie których nie wystarczyło środków finansowych zgromadzonych na rachunku bankowym”.

Chrum Chrum wpłaca Mniam Mniam

Jakie są konsekwencje takiego przepisu? Prezydencki kandydat Mniam Mniam wygrywa dziś wybory prezydenckie. I od jutra na konto jego komitetu wyborczego zaczynają się sypać wpłaty od prywatnych spółek, które pragną, żeby prezydent je dobrze zapamiętał. Ordynacja pozwala zresztą, żeby spółka np. o nazwie Chrum Chrum wpłaciła do 84 tys. 900 zł komitetowi kandydata (a nawet – tuż po wyborach prezydentowi), a oprócz tego prezes tej spółki wpłacił pieniądze: partii, z którą kandydat (a po wyborach – prezydent) jest związany i funduszowi wyborczemu tej partii. PKW wyliczyła, że maksymalny limit wpłat dla osoby fizycznej wynosi 46 tys. 695 zł. Czyli prezes spółki Chrum Chrum jest w stanie kopsnąć już wybranemu prezydentowi 84 tys. 900 (bo tyle może wpłacić firma) plus 46 tys. 695 zł (bo tyle może wpłacić osoba fizyczna), co daje razem 131 tys. 595 zł.

Prof. Chmaj uzupełnia te wyliczenia: prezes spółki Chrum Chrum może dać premię swoim pracownikom i zobowiązać ich do wpłat na rzecz kandydata lub prezydenta.

Wpłaty więc od jednej firmy, choć formalnie ograniczone, faktycznie mogą być bardzo wysokie. Sprytny szef kampanii kandydata Mniam Mniam może sobie wykalkulować tak: zaoszczędzę pieniądze partyjne, a jak Mniam Mniam wygra, to firmy wpłacą na nasze konto, a fundusz partii zostanie nietknięty.

Cele charytatywne?

- Ordynacja prezydencka ogranicza wydatki komitetu kandydata na prezydenta do 13 mln 800 tys. zł – mówi Radomir Wasilewski z PKW, z zespołu zajmującego się kontrolą finansowania partii. Nadwyżkę komitet musi przekazać instytucji charytatywnej. Nie może więc jej przekazać np. partii, z którą jest związany. – Zdaniem PKW partia nie może pożyczyć pieniędzy komitetowi wyborczemu. Może mu tylko bezzwrotnie przekazać pieniądze – mówi Wasilewski.

W naszym przykładzie z kandydatem Mniam Mniam prezydencki komitet wyborczy nie bierze od partii pieniędzy na kampanię, bo wykorzystuje pieniądze sponsorów. Może wyczekać aż do końca wyborów i wtedy tak pomanewrować wpłatami, aby nie mieć nadwyżki i żadnych pieniędzy „nie stracić” na cel charytatywny.

Zresztą obowiązek wpłaty nadwyżki (ponad 13 mln 800 tys. zł) na cel charytatywny nie jest trudno obejść. Po pierwsze – to nie PKW wyznacza organizację charytatywną, na którą komitet ma wpłacić nadwyżkę. Po drugie – przyjaciele kandydata mogą powołać fundację, która ma w statucie jakieś szczytne cele charytatywne. Następnie ta fundacja zorganizuje wykłady i szkolenia, opłacając wykładowców. – To otwiera drogę do odzyskania pieniędzy przez partię lub kandydata – mówi prof. Chmaj.

Kandydat i firma – dwa bratanki

Rozmaitych furtek pozyskiwania pieniędzy w wyborach prezydenckich jest więcej. Teoretycznie komitet wyborczy musi się rozliczyć z wydatków. Jeśli więc wydał na wybory 12 mln zł, a zebrał 13 mln, to przepada ten milion, na który nie może przedstawić rachunków. Wystarczy jednak, że komitet wyborczy da zlecenie zaprzyjaźnionej firmie PR. Firma coś tam dla pozoru wykona, ale zapłatę dostanie, jakby wykonała wielkie zlecenie. Prof. Chmaj: – Firma się jakoś odwdzięcza kandydatowi.

W ten sposób można zagospodarować wszelkie nadwyżki komitetów wyborczych. W ordynacji sejmowej takie manewry są znacznie trudniejsze, bo tam komitety nie mogą przyjmować pieniędzy od firm. A w prezydenckiej firmy prywatne i kandydaci, a nawet świeżo wybrany prezydent, są w tak bliskim kontakcie jak portfel i banknot w nim ulokowany.

www.gazetawyborcza.pl

Copyright © 2010 Chmaj i Wspólnicy Kancelaria Radcowska