Odkurzony przez PiS pomysł mieszanej Ordynacji wyborczej jest tylko straszakiem politycznym. – Nie zmieni ani frekwencji, ani układu sił w parlamencie – uważają eksperci.
Prof. Marek Chmaj Instytut Spraw Publicznych
Wprowadzenie ordynacji mieszanej jest straszakiem, który w bardzo niewielkim stopniu zmieni obecny układ sił. Partie, które mają dziś określone poparcie, po wyborach z zastosowaniem takich reguł będą miały bardzo zbliżony wynik. Ugrupowania, które są na granicy progu, dzięki swoim gwiazdom zdobędą kilka mandatów. Dodatkowo 230 dużych okręgów jednomandatowych na pewno nie przyciągnie wyborców do urn. Duża część z nich nie zrozumie systemu, zasad ustalania wyników. Przykładem może być Ordynacja do Parlamentu Europejskiego, w której połączono w skomplikowanym systemie frekwencję i metodę proporcjonalną i w efekcie do dziś większość eurodeputowanych nie ma pojęcia, jakim cudem zdobyła mandat. Najlepiej byłoby zmienić całość koncepcji i wprowadzić wybory większościowe. W obecnym systemie nie ma odpowiedzialności parlamentarzysty przed wyborcami. Jeśli zdobywa mandat w Łodzi i nie może tam liczyć na poparcie, to będzie startował w Szczecinie i jeśli partia umieści go na pierwszym miejscu – mandat ma w kieszeni.
Popieraną przez większość zasiadających w Sejmie ugrupowań, m.in. PiS, PO, PSL, Samoobronę zamianę obecnej ordynacji na system większościowy blokuje obowiązująca konstytucja. Ustawa zasadnicza stanowi, że głosowanie do Sejmu musi mieć charakter proporcjonalny. Niespodziewanie jednak, przy okazji dyskusji o samorozwiązaniu parlamentu, ożył pomysł Ordynacji mieszanej. Dla partii J. Kaczyńskiego, która takie rozwiązanie zgłosiła jeszcze w poprzedniej kadencji, byłby to świetny sposób na poradzenie sobie z niestabilną koalicją i języczkami u wagi, które nie są zainteresowane spokojnymi rządami tak jak sygnatariusze paktu stabilizacyjnego.
Okręgi jednomandatowe
Projekt, który w poprzedniej kadencji został odrzucony głosami SLD, Samoobrony, LPR, mniejszych kół i ugrupowań, a poparty przez PiS, PO i PSL, zakładał wprowadzenie tzw. spersonalizowanego systemu proporcjonalnego. Polega on na tym, że każdy wyborca uprawniony jest do dokonania wyboru posła w jednomandatowym okręgu wyborczym. Drugi głos służyć ma dokonaniu wyboru listy w wojewódzkim okręgu wyborczym.
Propozycja PiS zakładała, że z okręgów jednomandatowych wywodziłaby się mniej niż połowa posłów. Jeśli liczba manadatów uzyskanych w okręgach jednomandatowych byłaby mniejsza niż przypadająca danemu ugrupowaniu zgodnie z zasadą proporcjonalności, to mandaty obejmowaliby kandydaci z listy wojewódzkiej.
Przedstawiając ten projekt, PiS argumentował, że jest on modyfikacją systemu sprawdzającego się w Niemczech. Jego główna zaletą jest dalsze wzmocnienie większych partii. Mimo to Platforma Obywatelska, przychylna temu rozwiązaniu w poprzednim Sejmie, dziś opowiada się przeciwko. Jesteśmy zdecydowanie za wyborami większościowymi w okręgach jednomandatowych deklaruje lider PO Donald Tusk. Zdanie w stosunku co poprzedniej kadencji zmieniła za to Samoobrona, która jest gotowa poprzeć projekt. Z kolei zdaniem Romana Giertycha proponowane rozwiązania są niezgodne z konstytucją lider LPR zapowiedział, że w razie przyjęcia uchwalenia nowej Ordynacji mieszanej zaskarży ją do Trybunału Konstytucyjnego.
Polityczne dyskusje
Według ekspertów taka propozycja zmian w Ordynacji wyborczej znacząco niczego nie zmieni w rozkładzie sił w przyszłym parlamencie. Nie poprawi też katastrofalnej frekwencji w ostatnich wyborach parlamentarnych głosowało zaledwie 40 proc. uprawnionych, a nowe zasady mogą jeszcze zniechęcić część z nich.
Ani kwestie redukcji liczby posłów i senatorów, ani zmiany ordynacji wyborczej czy nawet niska frekwencja nie jest zasadniczym problem polskiej polityki. Problemem jest jakość wybieranych osób uważa dr Bartłomiej Nowotarski, prawnik konstytucjonalista, ekspert Instytutu Spraw Publicznych.
Instytut, postulując zmiany w ordynacji, uzasadnia je m.in. tym, że istniejące zasady zdobywania mandatów nie wiążą się z żadną odpowiedzialnością parlamentarzysty przed wyborcami, a osoba, która straciła zaufanie opinii publicznej, nadal funkcjonuje w polityce. Wewnętrzna selekcja
Mechanizmy wewnętrznej selekcji w partiach zawsze będą szwankować m.in ze względu na lojalność grupową czy koterię. Dlatego prawdziwe wyzwanie dla polityków powinna stanowić ordynacja uważa B. Nowotarski.
Specjaliści są zdania, że nawet zamiana ordynacji proporcjonalnej na większościową nie uleczy tych bolączek. Obowiązujące dziś zasady przynajmniej zmuszają wyborców do społecznego zaangażowania i rozróżniania programów, a poszczególne partie ponoszą odpowiedzialność zbiorową za uprawianie polityki.
Ordynacja większościowa zmusza do głosowania na najsilniejszych, według opcji zero-jedynkowej, bez względu na poglądy. Według ekspertów, nowelizacje prawa wyborczego powinny pójść w kierunku jego ustabilizowania i odsunięcia od kandydowania osób skazanych i takich, co do których toczą się postępowania sądowe lub prokuratorskie, a także wprowadzenia ostrzejszej selekcji wewnątrzpartyjnej.
