Internet i centra handlowe zwiększą frekwencję?

Dominik Uhlig
2005-10-28, ostatnia aktualizacja 2005-10-28 10:33

Pomysłów na zmiany przepisów jest sporo. Ale nic z nich nie będzie, jeśli posłowie szybko nie zabiorą się do roboty.
Nie głosuje już ponad 60 proc. Polaków. Czyli udział w głosowaniu staje się dewiacją – mówi Radosław Markowski, socjolog z PAN. – Ludzie nie wstydzą się już, że nie głosują, i częściej niż kiedyś w badaniach opinii się do tego przyznają.

Coraz niższa frekwencja – 40,5 proc. w ostatnich wyborach – przy polskiej średniej 46 proc. (z 16 lat) i europejskiej średniej około 70 proc. niepokoi naukowców i organizacje pozarządowe. Wczoraj, podczas konferencji zorganizowanej przez Instytut Spraw Publicznych, zastanawiali się, jak zmienić prawo, żeby więcej Polaków chciało głosować.

- Może pomogłyby komisje wyborcze w centrach handlowych? – zażartowała „Gazeta” w rozmowie z Kazimierzem Czaplickim, sekretarzem Państwowej Komisji Wyborczej
- Na Litwie w referendum akcesyjnym głosowano w marketach. Klienci nawet dostawali jakiś proszek do prania gratis. Ale PKW nie chciałaby jednak wchodzić do supermarketów – odpowiedział minister.

A na poważnie – co można by zmienić? Eksperci zaproponowali wczoraj:
- głosowanie korespondencyjne i przez internet (według Kazimierza Czaplickiego to nie utopia – koszt przygotowania elektronicznego rejestru wyborców potrzebnego do wprowadzenia głosowania elektronicznego ocenił na 1,6 mln zł.)
- wydłużenie głosowania (np. do godz. 22, żeby wracający z weekendowych wypadów zdążyli oddać głos) albo dwudniowe głosowanie, jak w referendum
- wysyłanie do wyborców zawiadomień z informacją o miejscu i czasie wyborów i sposobie głosowania (choć są wątpliwości co do wyborów samorządowych – wysyłanie listów do wyborców mogłyby wykorzystać w kampanii wyborczej władze miast i gmin)
- możliwość głosowania przez osoby niepełnosprawne i w podeszłym wieku przez pełnomocnika
- rezygnację z tworzenia za granicą obwodów, do których trzeba dojeżdżać z daleka. Zamiast tego można dać Polonii możliwość głosowania pocztą lub przez pełnomocnika
- obniżenie wieku czynnego prawa wyborczego, tj. prawa do wybierania, np. do 16 lat (ten pomysł budził kontrowersje, ale prof. Marek Chmaj z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego przekonywał, że na próbę, bez zmiany konstytucji, można to zrobić w wyborach wójta, burmistrza lub prezydenta)

Radosław Markowski przekonywał, że na zwiększenie frekwencji nie będzie miało wpływu wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, co sugerują niektórzy naukowcy i politycy. – Chociaż w pierwszych wyborach mogłoby rzeczywiście pójść więcej osób, na zasadzie efektu nowości – zaznaczył.

Pomysł wprowadzenia obowiązku głosowania zebrani skrytykowali, argumentując, że na Polaków przymus nie działa. Albo zbojkotowaliby wybory, albo oddali głosy nieważne.

Była też zgoda, że do zmian w ordynacji trzeba się zabrać od razu. Im bliżej końca kadencji, tym więcej politycy będą mieli pomysłów na skrojenie przepisów pod swoje partie.

- Zmiany są potrzebne. Ale nie wierzę, że prawo załatwi wszystko. Główną przyczyną, dla której ludzie nie głosują, jest klasa naszych polityków – podsumował prof. Krzysztof Skotnicki z Uniwersytetu Łódzkiego.

www.gazeta.pl

Copyright © 2010 Chmaj i Wspólnicy Kancelaria Radcowska